Konkurencja na rynku wydaje się osiągać rozmiary zbliżające nas do konsumenckiego raju. Półki uginają się od towarów, sklepy prześcigają się w promocjach, przedsiębiorcy stają na głowie, by to właśnie ich produkt przykuł uwagę tłumów. Wszystko wydaje się elegancko, a przynajmniej estetycznie opakowane i oczywiście najwyższej jakości. No właśnie. I tu często zaczynają się schody. Po dwóch tygodniach użytkowania buty nagle okazują się nie mieć podeszw, a nasz wymarzony samochód pali tyle co czołg i to bez względu na to, czy akurat stoi, czy jeździ. Jak zatem świadomy konsument powinien zareagować na tekturowe podeszwy, dziurawy bak, czy inne dolegliwości związane z zakupem nowego produktu? Gwarancja, oto, co może okazać się przydatne. Na czym polega i jak z niej skorzystać? - o tym poniżej.
Instytucja gwarancji uregulowana została w, obowiązującym wszystkich bez wyjątku, kodeksie cywilnym. Ma ona charakter dobrowolny. Jej podstawową funkcję stanowi ochrona kupującego przed konsekwencjami zepsucia się przedmiotu objętego gwarancją, czyli przed niewłaściwym funkcjonowaniem tego przedmiotu, pozostającym w związku z jego wadliwością. Ochrona ta polega na przywróceniu posiadaczowi możliwości normalnego korzystania z objętego gwarancją przedmiotu, nie zakłóconego przez jego wadliwość. Gwarancja jest zatem dodatkowym zastrzeżeniem umownym ściśle związanym z umową sprzedaży, w związku z czym dzieli los tej umowy w przypadku stwierdzenia jej nieważności lub bezskuteczności.
Gwarancja jakości, w odróżnieniu od rękojmi, znajduje zastosowanie przy sprzedaży jedynie niektórych rodzajów rzeczy (towarów), takich jak maszyny, aparaty, urządzenia, obuwie, itp., których techniczna budowa decyduje o tym, że nabywca albo nie ma możliwości pełnego i dokładnego zbadania niewadliwości danego towaru w momencie jego odbioru, albo też pozytywny wynik badania jakości przy zakupie, nie jest miarodajny dla prognozy jego prawidłowego działania w przyszłości.
Z punktu widzenia kupującego jest to co prawda obojętne, prawo jednak wyróżnia dwa rodzaje gwarancji: gwarancję producenta oraz gwarancję sprzedawcy. Między jedną, a drugą nie ma w zasadzie żadnej różnicy, poza tym tylko, że inny podmiot jest zobowiązany do zaspokojenia naszych żądań. W pierwszym przypadku chodzi oczywiście o sprzedawcę, w drugim zaś o wytwórcę rzeczy sprzedanej.
Tak, czy inaczej, zobowiązanie z tytułu gwarancji zobowiązuje jej wystawcę do usunięcia wad fizycznych rzeczy lub do dostarczenia rzeczy wolnej od wad, pod warunkiem wszelako, iż wady te ujawnią się podczas terminu określonego w gwarancji. Tu z kolei panuje pewna dowolność. Czas bowiem przez jaki producent lub sprzedawca gwarantuje niezawodność swojego towaru bywa pozostawiany jego uznaniu. Zazwyczaj jest to okres od 3 miesięcy do 3 lat, choć zdarzają się wyjątki, zwłaszcza w branży motoryzacyjnej, gdzie producent ręczy za swój towar, czy choćby jego wybrane części, nawet przez okres dziesięcioletni. W tym zakresie obowiązuje jedna zasada generalna. Przyjmuje się mianowicie, że okres gwarancji wynosi rok, licząc od dnia, kiedy rzecz jej podlegająca została nabywcy wydana, chyba, że w gwarancji zastrzeżony został inny termin.
Odpowiedzialność z tytułu gwarancji, co do jakości rzeczy sprzedanej, wynika już z samego faktu udzielenia gwarancji kupującemu. Przez przyjęcie przez niego gwarancji - czyli w praktyce dokumentu gwarancyjnego - dochodzi do zawarcia umowy, zwanej akcesoryjną w stosunku do umowy sprzedaży, o udzielenie gwarancji jakości. Jest to proste w razie, gdy gwarantem jest sam sprzedawca. Formalnie, sprawa nieco komplikuje się w razie, gdy gwarancji udziela producent co, nawiasem mówiąc, w praktyce spotykane jest najczęściej. Abstrahując od kontrowersji doktrynalnych co do tego, czy samo udzielenie gwarancji producenta trzeba ujmować w kategoriach jednostronnej czynności prawnej, czy w kategoriach umowy między producentem a nabywcą konsumentem, zgodzić się trzeba z konstrukcją, że przez przyjęcie przez nabywcę - konsumenta dokumentu gwarancyjnego, dochodzi do powstania stosunku obligacyjnego między nim, a wystawcą tego dokumentu. Sprzedawcy - jednostce handlowej natomiast przypada w takiej sytuacji, rola zbliżona do funkcji posłańca, przenoszącego gotowe oświadczenie woli gwaranta, albo też rola pełnomocnika, nadającego ostateczny kształt temu oświadczeniu, poprzez określenie szczegółów dotyczących pewnych istotnych drobiazgów, jak: wykonanie obsługi gwarancyjnej, wyznaczenie terminów, itp.
Tyle teorii. Spróbujmy teraz przyjrzeć się gwarancji w praktyce. Oto zostajemy szczęśliwymi nabywcami miksera, którego właściwości i niezawodność działania przedstawił nam właśnie przed chwilą uprzejmy sprzedawca, skutecznie motywowany prowizją od każdej dokonanej transakcji. Oprócz zgrabnego pudełka otrzymaliśmy kartę gwarancyjną, w której widnieje data sprzedaży rzeczy oraz jej wydania, termin, przez jaki producent zaręcza nam niezawodność urządzenia, a także niezbędne dane adresowe dotyczące gwaranta, podpis oraz.... W tym miejscu euforię zakupów warto opanować po raz pierwszy, co z pewnością zniweluje w przyszłości ewentualne rozczarowanie. Z otrzymanego dokumentu możemy się bowiem dowiedzieć pewnych szczegółów związanych z udzieloną nam gwarancją, jak chociażby tego, jakie konkretnie uprawnienia przysługują w razie ujawnienia się wady, do ilu napraw mamy prawo, w jakim terminie i miejscu zostaną wykonane, po spełnieniu jakich warunków możemy domagać się wymiany rzeczy lub zwrotu gotówki, itp. Informacje te są o tyle istotne, że to one w przyszłości będą wyznaczały zakres naszych możliwości w dochodzeniu praw z tytułu gwarancji. A co, jeżeli proponowane warunki nie budzą naszego zaufania? Jak to w życiu, możliwości mamy kilka. Po pierwsze, możemy obrazić się na mikser i w ogóle go nie używać, po wtóre możemy wybrać inny sklep lub innego producenta, bardziej otwartego na konsumenta, po trzecie wreszcie możemy próbować negocjować warunki umowy, gwarancja bowiem, podobnie jak wszystkie umowy, jest - w granicach rozsądku oczywiście - kwestią swobodną to jednak, przy produkcji masowej raczej nie wchodzi w grę, przy zamówieniach indywidualnych może zaś narazić nas na koszty nie warte zwykłego przedmiotu. Wolna wola. Kiedy kupujemy dom z pewnością warto podjąć próbę negocjacji.
Przedstawiony powyżej optymistyczny wariant, z punktu widzenia polskiej rzeczywistości, nie zawsze stanowi normę. Cóż zatem począć, gdy, po upływie terminu, zamiast naprawionego miksera, otrzymamy opinię biegłego, który twierdzi, że wada nie powstała na skutek przyczyny tkwiącej w rzeczy sprzedanej, dowodząc z irracjonalnym zacięciem, że trudno o szkodzenie mikserowi z większą premedytacją, niż przy ubijaniu jajek. A skoro winę ponosi nabywca, firma niestety nie jest w stanie pomóc. Bywa i tak. Zaradzić takiej sytuacji można na kilka sposobów. Tym, którzy bardziej cenią własną rację, niż zasobność własnej portmonetki, polecić można powołanie własnego rzeczoznawcy. Mniej zdeterminowani mogą skorzystać z rękojmi, pomocy instytucji powołanych do ochrony konsumenta lub skierować swe kroki wprost do sądu. O szczegółach tych możliwości następnym razem.